THE MANGA GUIDE – FIZYKA

czyli krótka rzecz o tym by uczynić swe ciało sprężystym​

W królicze łapki wpadł podręcznik “The Manga Guide – Fizyka”, którego autorami są Hideo Nitta i Keita Takatsu. Trochę już o tej serii słyszałem, ale to pierwsza z książek, której miałem okazję przyjrzeć się trochę bliżej. Oczywiście, jak zawsze, z nieskrywaną przyjemnością, chciałem się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami.

O fizyce w ogóle

Na wstępie chciałbym nakreślić Wam moją relację z Fizyką ogólnie.Jednym z moich wspomnień z dzieciństwa jest nasza domowa biblioteczka. Dziwnym zrządzeniem losu największe, najbardziej opasłe tomiszcze, to właśnie akademicki podręcznik do fizyki. Nie przypominam sobie jednak bym kiedykolwiek go przeczytał. Za to czytałem sporo literatury popularno naukowej z dziedziny fizyki. Wszystko to sprawiło, że mangowe spojrzenie na tą tematykę budziło moje ogromne zainteresowanie, przy okazji też trochę niepokoju ze względu na małą objętość książki. Koniec końców okazało się, że “Fizyka” wydana w ramach serii “The Manga Guide” to podręcznik mechaniki klasycznej, ale trudno mieć to autorom za złe, tytuł “Mechanika klasyczna” nie wydaje się zbyt chwytliwy. O czym więc możemy przeczytać w tej książce? O siłach, pracy i energii. Jakoś wszystkie te elementy sprawiły, że moje myśli uparcie kręciły się gdzieś wokół Madaoo, stąd też i takie trochę bardziej bezpośrednie przesłanie: no cóż, siłka, siłka, ale “nie każda siła ma potencjał”. Chcecie wiedzieć, które nie mają? Ha, znajdziecie to w tej książce.

Wzory wzory, wszędzie wzory

Pewnym rozczarowaniem była dla mnie ilość wzorów w tej mangowej książeczce. W sumie powinienem się tego spodziewać, wiedząc po poprzednich recenzjach cyklu “The Mange Guide”, że cała seria jest napisana w dosyć “podręcznikowym” stylu. A jednak trochę mnie wzory znudziły. Szczególnie, że nie miałem potrzeby by nic konkretnego z ich pomocą policzyć.

Inną kwestią jest poziom wiedzy matematycznej, konieczny do ogarnięcia tej książki w pełni. Z jednej strony mamy piękną trygonometryczną wkładkę pod tytułem “Zaraz, ale co to są te sinusy i cosinusy”. W środku milutko i mnemotechnicznie ogarnięte podstawy. Tyle tylko, że ich trójkącik jakoś nie przypomina tego znanego mi ze szkoły. Nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę japońskie korzenie książki oraz inne niż nasze skojarzenia fonetyczne. Na drugim końcu, czy też parę stron później, bez większego skrępowania, autor karmi nas dosyć złożonymi wzorami:

Układ książki

No dobrze, przyznaję się. Byłem dla autorów odrobinę zbyt surowy, jeśli chodzi o te wzory. Układ książki, ostrzeżenia, pozwalają dosyć prosto podzielić ją w zależności od poziomu wiedzy i zainteresowań czytelnika.

Całość wiedzy rozłożona jest na kilka lekcji, których zgodnie z fabułą mangi, udziela naszej głównej bohaterce Megumi, kolega z klasy, Ryota. Każda z lekcji omawiana jest na trzech różnych poziomach zainteresowania. I tak, po pierwsze mamy komiks. Lekką i prostą opowiastkę o parze szkolnych przyjaciół, gdzie jedna z postaci wchodzi w rolę mentora i wprowadza drugą z postaci w tajniki fizyki. Ta część napisana jest prosto i nawet gdy zdarzają się w niej wzory, to nie jest to nic,czego nie ogarnąłby umysł młodego czytelnika. Kolejnym etapem jest tzw. “labolatorium”. W tej części także w formie opowiastki prowadzonej przez naszych bohaterów (ale już nie w formie komiksu) temat omawiany jest jeszcze raz, trochę bardziej teoretycznie. Oprócz tego, mamy też część dla wymagających przypominającą typowy podręcznik, której zrozumienie w niektórych rozdziałach sobie odpuściłem.



Komiks

Muszę szczerze wyznać, że nie przepadam za czytaniem mang. Ale ta, z trudnych do określenia przyczyn, nawet przypadła mi do gustu. Może po części dlatego, że w odróżnieniu do tych które widziałem wcześniej czyta się ją normalnie po europejsku, a nie “od tyłu”. Mimo, że rysunki wyglądają na stworzony przez miłośnika minimalizmu. Rysowane są prostą kreską, często z pominięciem tła – to urzekł mnie przekazem emocji i detalami, jak choćby super-bohaterem “drugiego tła”:

Zupełnie nie wiem dlaczego jakoś od razu pomyślałem o Uwo. Komiks cechuje też dosyć charakterystyczne i bardzo odpowiadające Królikowi poczucie humoru:

Co do samej fabuły, jest to dosyć typowa szkolna opowiastka, jakich całkiem sporo widziałem już w świecie anime. Spotsmenka Megumi Ninomiya potrzebuje pomocy w zrozumieniu fizyki. Oczywiście trafia się kolega z klasy, Ryota Nanomura, laureat olimpiad z fizyki, który oferuje swoją pomoc. W tle mamy rywalizację sportową, mojego ulubionego prawie superbohatera oraz, oczywiście, rodzącą się przyjaźń.

Całość komiksu zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie.

O Autorach

Cykl “The Manga Guide” przyzwyczaił nas już do tego, że każda z książek tworzona jest przez parę autorów, z których jeden specjalizuje się w omawianej dziedzinie, drugi zaś jest rysownikiem. Za warstwę mertoryczną w książce “Fizyka” odpowiada Hideo Nitta, profesor fizyki na Tokijskim Uniwersytecie Gakegei. Co ciekawe, Pan ten bardzo interesuje się właśnie edukacją młodych ludzi w dziedzinie fizyki, wchodzi też w skład międzynarodowej komisji ds. edukacji w dziedzinie fizyki (ICPE). Za stronę artystyczną odpowiada z kolei Keita Takatsu, który oprócz rysunków dla serii “The Manga Guide” (Fizyka, Teoria Względności) jest także autorem mangi “Oshikake Twin Tail”.

Pan da trzy grosze, czyli to co o książce mówili znajomi

Manga leżała kilka dni na moim biurku w pracy i przynajmniej kilka osób przewinęło się w jej okolicach. W większości słyszałem od nich, jakby nie było ścisłych umysłów (z jednym doktorantem fizyki włącznie), że pomysł i realizacja naprawdę świetna. Mile ich zaskoczyło, że podobna pozycja pojawiła się na naszym rynku wydawniczym.

W przygotowaniu tego tekstu pomagała mi też Wiedźma, trzymając chwil parę mój egzemplarz książki zwróciła uwagę na papier. Szczerze przyznam, że nie wiem na jakim papierze wydawane są w Polsce mangi. Nie przyglądałem się też bliżej poprzednim zeszytom, ale trzeba przyznać że papier w “The Manga Guide: Fizyka” prześwituje. Szczególnie wyraźnie dało nam się to we znaki przy robieniu skanów, zdjęć. Jest to niestety zmiana na gorsze w porównaniu z poprzednimi częściami cyklu. Poza tym wykonanie wydaje się całkiem w porządku. Tomik przetrwał podróż autobusem w moje podręcznej torbie, miętoszenie przez przynajmniej kilkanaście osób i moje niezbyt delikatne traktowanie. Nic się nie strzępiło, nic się nie rozklejało, jak dla mnie OK.

Słyszałem też, że muszę zadowolić Matsu podając parę szczegółów technicznych. W takim więc razie, specjalnie dla Ciebie miły kolego: Książka ma 232 stron. Wiem, że lubisz znać wymiary, więc 165 x 235 mm to więcej niż standard, mam nadzieję, że lubisz takie odrobinkę większe. Wydana w oryginale w maju 2009, w Polsce w roku 2018, oczywiście przez wydawnictwo PWN. Okładka miękka, ale przyzwoita

Podsumowanie

Myślę, że autorzy stanowili naprawdę dobry duet, bo efekt końcowy zdecydowanie jest najciekawszym podręcznikiem fizyki jaki czytałem. Niestety pozostaje podręcznikiem. Po cichu liczyłem na trochę bardziej popularno-naukowe podejście do tematu, szczególnie, że nie sądzę, żeby w Polsce “The Mange Guide – Fizyka” wszedł oficjalnie do szkół. Ilość wzorów, szczególnie w miejscach, gdzie autor trochę odjechał w rachunek różniczkowy czy całkowanie, mnie osobiście trochę odstrasza – ale jak pisałem, w zależności od oczekiwań czytelnika względem książki, niektóre fragmenty można po prostu pominąć.

Dobrze bawiłem się komiksową częścią książki, nawet jeśli fabuła była dosyć prosta i przewidywalna. Myślę,  że z chęcią poleciłbym tą książkę obu moim dzieciakom. Jeden lubi fizykę, drugi lubi anime.

UsagiSan

Życzę miłego czytania

Podziel się informacjami na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *