manga-baner

The Manga Guide: Mikroprocesory

intensywny wypad naukowy z Yuu i Ayumi

Swego czasu, w swej naiwności, Wiedźma próbowała dobrać się do dziedziny zwanej informatyką. Wiedźma jest ciekawskim stworzonkiem, ale koniec końców brakło wytrwałości i temat zamiotła pod dywan.

Dział informatyki i elektroniki wciąż jawi się Wiedźmie jako ogromna kula wiedzy, która z każdej strony jest równie trudna do przebicia, a droga do opanowania tematu równie długa i ciężka. Drapała więc Wiedźma ściany problemu z różnych kierunków, aż znudziła się tematem.

Nieoczekiwanie, wraz ze zleceniem recenzji książki z serii “The manga guide”, w Wiedźmie ręce wpadł wytrych, ułatwiający dobranie się do tego skarbca wiedzy.

O autorach słów kilka

Niech tradycji stanie się zadość i zgodnie ze staro-szkolnym zwyczajem przedstawię Wam twórców omawianego dzieła.  

Michio Shibuya, odpowiedzialny za treść merytoryczną książki, ukończył Wydział Elektryczny na uniwersytecie w Toukai, a aktualnie rozwija swoją karierę jako projektant układów scalonych. A któż może lepiej wytłumaczyć, jak działa procesor, jeśli nie ich wytwórca?

Jeśli trafiliście już wcześniej na opis któregoś z tomów “The manga guide” zapewne wiecie, że merytoryczna część spleciona jest z mangowymi historyjkami. W przypadku tego zeszytu fabuła komiksu wyszła spod ręki Sawako Sawady z Office Sawa. Przedsiębiorstwo specjalizuje się w wydawaniu książek z dziedziny medycyny i komputerów. Wraz z wydawnictwem No Starch Press, kolejnym specem od książek informatycznych, pracowali nad wydaniem angielskojęzycznym. Jak widzicie, mamy przed sobą profesjonalistów.

Jedynie, jeśli chodzi o warstwę graficzną mamy do czynienia z osobą, której portfolio nie udało mi się znaleźć. Za rysunki odpowiada Tonagi Takashi i podejrzewam, że może być to debiut tego mangaki.

Co to za stwór?

Biorąc do ręki “The Manga Guide : Mikroprocesory” musicie mieć świadomość, że trzymacie podręcznik. Ja wiem, że manga i kawaii procesory, ale musicie mi uwierzyć na słowo, to podręcznik z krwi, kości i farby drukarskiej!

Uchylając okładkę (do tej zarazy odniosę się później) znajdziecie końską dawkę informacji zamkniętej w wielu formach: litego tekstu, mangi, wykresów, schematów czy dymkowych konwersacji.

Dziedzina mikroprocesorów, jak i informatyki ogólnie, dość prężnie się rozwija i bardzo ciężko znaleźć pozycje przedstawiające podstawowe informacje, niejako dla początkujących fanów tych zagadnień.

Dwieście pięćdziesiąt stron to niewiele przestrzeni jak na podręcznik z dziedziny informatyki. Jeśli zerknijcie na dowolną książkę o mikroprocesorach, niemal wszystkie to opasłe tomiszcza.

Myślę, że z tych powodów twórcy zdecydowali się na przedstawienie nam tylko pierwszych i tym samym najprostszych procesorów.

Warstwa fizyczna

Czas poznęcać się trochę nad okładką!

Biorąc do ręki egzemplarz “Mikroporocesorów” musimy być przygotowani na okładkę miękką o rozdwajających się końcach. Jej tylna część, przymuszona do znoszenia moich recenzenckich szaleństw, w końcu nie wytrzymała i puściła główny blok kartek. Ponadto, przy słabym blasku ognia spod kociołka, łatwo przegapić fakt, że okładka bardzo łatwo się rysuje. Dopiero przy chirurgicznym świetle lampki wyłapałam, że fasada ma więcej blizn niż Guts (Berserk). Gdyby nie dobry stan pozostałej części mojej biblioteki, zaczęłabym powątpiewać w moją zdolność poszanowania książki.

Co do papieru, wszystkie dwieście pięćdziesiąt stron są lekko śliskie i przyjemne. Kartki mają zacną grubość, a druk jest wyrazisty. Z Każdej strony wygląda to na dobrze wykonaną robotę. Pozostaje nadal kwestia dziwnych wymiarów: 165×235 mm, ale pasuje do niestandardowej całości. Da rady upchnąć stwora do torebki czy plecaka, więc nie jest to nic problematycznego.

Jeśli chodzi o cenę, to wciąż wydaje mi się za wysoka, aby trafiła w cenowe oczekiwania fanów mangi.

O mandze

Od bardzo dawna nie natrafiłam na mangę, która tak drażniłaby mnie wizualnie, jak ta w “Mikroprocesorach”. Na pierwszy rzut oka manga ładna, postacie nie oszczędzają na gestach i minach, a przewijające się tu i ówdzie przedmioty mają dorysowane urocze twarzyczki. Wszystko wydaje się w najlepszym porządku.

Długo głowiłam się, co mnie tak uwiera, niczym ziarnko grochu pod materacem. Po wnikliwej analizie, w końcu znalazłam powód. I to nie jeden.

Sprawa pierwsza: rysunki tła są ograniczone do minimum. Miejsce akcji jest zaznaczone tylko w kilku pierwszych kadrach na początku każdego rozdziału, natomiast wszystkie pozostałe tła świecą po oczach bielą przez całą opowieść. Ilość postaci, która ogranicza się jedynie do dwójki głównych bohaterów, tylko uwydatnia monotematyczne kadry.

Drugi problem prawdopodobnie wynika z pierwszego. Podczas czytania doznałam czegoś, co określiłbym jako efekt klona. Rysunki postaci wydają się być odbite od prasy drukarskiej. Po bliższych oględzinach rysunki różnią się szczegółami, niemniej jednak uczucie pozostaje i drażni. A wielka szkoda, bo charaktery postaci nie są całkowicie płaskie i budzą sympatię. Fabuła, mimo iż nieskomplikowana, kliszowata, i króciutka pozostawiła na mojej twarzy uśmiech.

Wyłapałam także kilka literówek, ale musiałam bardzo się wysilić, aby je wypatrzeć.

Yuu i Ayumi

Chciałabym jeszcze na moment pochylić się nad postaciami w mandze, gdyż od samego początku wzbudziły moją przychylność. Nie wiem, czy to kwestia mojego gustu, czy też raczej ta parka jest po prostu sympatyczna. Naprawdę podobały mi się ich przekomarzanki. Zestawienie charakterów: nadpobudliwej, infantylnej i butnej Ayumi oraz przemądrzałego i energicznego Yuu, nadało tej opowieści niepowtarzalnego wyrazu.

Dodatkowo ich obecność nieoczekiwanie wpływa pozytywnie na przyswajanie wiedzy. Yuu jest zafascynowany dziedziną mikroprocesorów i niewiele trzeba, aby nas swoją pasją zaraził. Pełni on funkcje nauczyciela i przeprowadza nas przez kolejne etapy wtajemniczenia. Spotkaliście może kiedyś takiego nauczyciela, który samym swoim entuzjazmem do wykładanej przez siebie dziedziny, zachęcił Was do poszukiwania informacji na własną rękę? Taki właśnie jest Yuu.

Impulsywna Ayumi też zyskała moje uznanie. Jako uczeń, wykazuje się intensywną potrzebę rywalizacji i chęcią zwycięstwa, a to przekłada się na silną motywację do nauki. I właściwie mamy tutaj uzasadniony fabularnie i logiczny powód, dla którego bohaterka tak nagle zapałała potrzebą informacji, dla tak obcej dla siebie dziedziny. Z drugiej strony, jej gonitwa za podium sprawia, że ucieka od omawianego tematu, gdy staje się on trudny do zrozumienia. Ciężko jest jej przyznać się do porażki. Generuje to grunt pod wiele zabawnych wstawek, pojawiających się na przestrzeni całej książki, również w warstwie merytorycznej. Takie zachowanie Ayumi sprawiło, że potrafiłam się z nią utożsamić. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja byłam zmęczona tak długim wykładem.

Treść główna

Wspomniałam na samym początku, że autorzy ograniczyli się tylko do omówienia najprostszej wersji procesorów. A o czym Wam nie wspominałam? Mianowicie o tym, że upchnęli w tym tomie tyle informacji, ile tylko zdołali. Już po dziesięciu stronach mamy pierwszą dawkę wiedzy, a zaraz po niej kolejne i tak aż do epilogu. Nawet w posłowiu Shibuya Michio dopowiada nam o bardziej współczesnych komputerach. Książka jest wypchana danymi jak indyk na święto dziękczynienia, a mimo to pozostaje przejrzysta i informacje łatwo jest zrozumieć. Niestety, pomimo klarownie przedstawionej treści, podczas lektury wciąż towarzyszyło mi złudzenie ciągłego pośpiechu. Zmęczyłam się tym naukowym maratonem i co rusz przystawałam, aby spazmatycznie dysząc, złapać trochę dystansu do przekazywanej problematyki. No, ale koniec końców, to podręcznik. Może niepotrzebnie chciałam wszystko pożreć w jednym kęsie.

Procesory są nierozerwalnie związane z matematyką i właśnie ze względu na ścisły charakter książki, bardzo brakowało mi tam ćwiczeń, na których mogłabym przerobić samodzielnie dany problem. W ten sposób łatwiej przyswoiłabym wiedzę i zabawiłaby ona dłużej w mojej głowie.

Bardzo brakowało mi tutaj także jakiegoś przerywnika, czegoś, co pozwoliłoby mi trochę odpocząć od informatycznej terminologii. Warstwa mangowa, która niestety również została sprowadzona do przekazywania informacji, świetnie sprawdziłaby się tu w roli takiej odskoczni. Nawet jeśli podręcznikowy charakter dzieła kłóci się z moją zachcianką, uważam, że zaprzepaszczenie mangowego potencjału to nieodżałowana strata dla całokształtu.

Schematy i tłumaczenie

Chciałabym uporządkować jeszcz kilka luźnych uwag. Mimo iż książka ma japońskie korzenie, nie jest przesiąknięta kulturą kraju wschodzącego słońca. Mamy nawiązanie do gry Shogi oraz trafiło się przeliczanie na przykładzie yenów, ale to wszystko, co składa się na japoński akcent.

Przekład z języka angielskiego jest kompetentny i spójny, zarówno w mandze, jak i w warstwie tekstowej. Tłumacz zadbał nawet o wyjaśnienie etymologii i kontekstu niektórych z angielskich terminów, co trzeba chwalić.

Wiedźma obejrzała swój wytrych do świata IT z każdej strony i przyznaje, że to jest porządne, lecz wciąż niezbyt zaawansowane narzędzie. Poprzez wypełnienie książki po brzegi informacjami, czytając ją, Wiedźma strasznie się zmęczyła, ale różnorodne formy przekazu informacji uchroniły przed nudą. Wiedźma dawno się nie uczyła i to pewnie dlatego dostała zadyszki. Towarzysząc Aymi i Yuu przez wszystkie kartki książki Wiedźmie wydawało się, że towarzyszy znajomym, którzy w jeden dzień chcą nadrobić cały materiał do jutrzejszego egzaminu. Ale jak się uczyć, to tylko w dobrym towarzystwie! Żarciki i docinki zgrabnie wplecione w treść potrafią rozładować ciężar wiedzy i równocześnie przybliżają nam charaktery bohaterów.

Przejścia między mangą a litym tekstem są bardzo płynne i nietrudno je przegapić, również dlatego, że tekst jest obficie okraszony rysunkami i schematami. Nawet trafiały się pojedyncze paski komiksowe.

Wiedźma postanowiła ponarzekać troszkę na małą przestrzeń, jaką pozostawiono fabularnej części mangi, a także na brak ćwiczeń, no i oczywiście na okładkę!

Jeśli tylko zachowacie zdrowe odstępy między sesjami z “The Manga Guide : Mikroprocesory” będziecie się dobrze bawić. Niemniej jednak, jak powiedział Yuu:

“Jeśli chcesz nauczyć się więcej o programach, to czytaj tyle książek,

ile możesz i przeglądaj tyle kodów źródłowych, ile się da!”

Według Wiedźmy dobra końcówka nitki z  olbrzymiego kłębka wełny!

Wiedźma Nox

Podziel się informacjami na:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *