Zapraszam na ”recenzje” z Konwentu Tsuru. Napisał ją dla was UsagiSan! Miłej Lektury 🙂

W zasadzie trudno byłoby mój dzisiejszy tekst nazwać „relacją z konwentu”. Po pierwsze, daleko mi do doświadczenia rasowych „wyjadaczy” oraz wilków morskich konwentowych mórz. Po drugie, choć spędziłem na Tsuru całe dwa dni, będąc niemalże od początku konwentu do jego zamknięcia, to jednak mam nieodparte wrażenie, że nie doświadczyłem nawet 10% z tego wszystkiego co na fenomen tego wydarzenia się składało. Bardzo byłbym jednak zawiedziony, gdyby moje doświadczenia weekendu przepadły, stąd też postanowiłem, zostawić swój ślad tutaj, na stronie radioanime24.pl

Tsuru Japan Festival 2017 nie był dla mnie pierwszym konwentem, jednak tym razem, bez wątpienia pojechałem do Rybnika z zupełnie innym nastawieniem.

Choć starałem się zrobić dla Was trochę zdjęć, pojechałem przede wszystkim się bawić, oderwać trochę od rzeczywistości i poznać ludzi z podobnymi pasjami.

Pod tym względem pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, ale na początek może trochę ogólnych konwentowych spostrzeżeń.

Po pierwsze – wydaje się, że konwent był zdecydowanie mniejszy niż w ubiegłym roku. Było mniej wystawców, odniosłem wrażenie, że trochę mniej paneli, a przede wszystkim mniej uczestników konwentu. Ja wiem, że często wielkość jest jakimś wyznaczeniem sukcesu, jednak tym razem festiwalowi moim zdaniem wyszło to na dobre, co niejako dowodzi tezy, że nie tylko rozmiar się liczy.

Być może też i ja byłem bardziej aktywny niż zwykle, ale już po kilku godzinach miałem wrażenie, że znam większość ludzi, których mijam. A trafiła się jak zwykle niesamowita ekipa — od cosplayerów, tych bardziej i mniej profesjonalnie przebranych, przez ciasteczkowego Ivana po grupę zbierającą datki na zwierzaki (co gdzieś bardzo mocno współgrało z moim wewnętrznym ja). Nie wiem, czy Stowarzyszenie Na Rzecz Zwierząt: „koty psy i my” zyskało jakieś realne wsparcie kwestując na konwencie – bo wiadomo, animkowa brać nie należy do specjalnie zamożnej, ale zdecydowanie był to akcent chwytający za serce mnie osobiście. I trzymam kciuki, licząc, że zbiórka naprawdę się udała.

Pierwszy raz w swym życiu odwiedziłem także pokaz Cosplay. Co prawda bardziej przemawiają do mojej wyobraźni amatorzy niż profesjonaliści biorący udział w konkursie, ale bawiłem się bardzo dobrze. Może miejscówka na podłodze sali gimnastycznej nie jest idealna dla starych kości Królika, ale rozumiem, że organizatorzy chcieli, by wszyscy mogli zobaczyć przygotowane show. I bez dwóch zdań — pokaz wyszedł całkiem nieźle. Nie mogę powiedzieć, że w każdym z występów udało mi się zrozumieć przekaz – ale zwalam to na karb swojej ignorancji — wciąż niestety — w temacie anime. Większości tytułów, z których scenki przygotowali dla nas uczestnicy pokazu, niestety nie widziałem. Ale widziałem, że za każdym z występów stał jakiś pomysł i to jest dla mnie zdecydowany powód, by młodych artystów cosplayerowych chwalić.

Od jakiegoś czasu Cosplay staje się u nas coraz bardziej profesjonalny, zresztą widać, że niektórzy, choćby jak Justyna „Sosenka” Sosnowska stają się osobami rozpoznawalnymi nawet poza granicami naszego kraju. Ale zdecydowanie czym innym jest Cosplay w którego przygotowanie zaangażowani są styliści dbający o jakość strojów czy rekwizytów, czym innym są scenki odgrywane przez osoby z teatralnym doświadczeniem lub ogólnie doświadczeniem scenicznym, a czym innym jest zabawa, w której chodzi o pokazanie siebie, swoich pasji i emocji. Chciałbym mieć nadzieję, że wciąż obracamy się w sferze tych drugich pokazów, na które patrzeć należy oczyma duszy i serca, nie zaś zwracać uwagę na detale warsztatowe. Przynajmniej ja takiego Cosplay’u życzyłbym sobie na konwencie. Jestem dumny ze wszystkich, którzy odważyli się wyjść i odegrać swoją scenkę.

Udało mi się też odwiedzić panele, jeden o Dragon Ballu, prowadzony przez Alfę – gdzie na początek, na czas rozwiązania problemów technicznych, mocno włączył się Uwo… I muszę przyznać, że także ten panel naładował mnie pozytywną energią. Można dyskutować nad stosownością żartów, czy nad sposobem prowadzenia panelu, ale mam takie wrażenie, że wszyscy bawiliśmy się świetnie rzucając kurczakiem i wytykając kolejne potknięcia twórców tego popularnego anime.

Posłuchałem też wykładu o historii Japonii, na jednym z paneli Matsu. Cenię sobie często na konwentach możliwość przycupnięcia w spokoju i zdobycia szerszego kontekstu, szczególnie jeśli chodzi o motywy, z którymi nie raz spotykamy się w anime. Matsu – jeśli to czytasz – pomyśl o panelu o motywach (postaciach) historycznych w anime. Myślę, że byłby ciekawy.

Większość czasu spędziłem jednak w strefie tzw „socjalu”, w jednym ze sleepów. I oczywiście, jednym z najczęściej spotykanych pytań było „macie może czajnik” ? Trzeba przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałem konwentu od tej strony i bardzo pozytywnie mnie to doświadczenie zaskoczyło. Nie wiem, czy tylko dlatego, że trafiłem na wyjątkowych ludzi, czy też jest to po prostu konwentowa norma, ale spokojnie pokój ten, mógłby być jedną z kolejnych konwentowych atrakcji. A w sleepie nie zabrakło gry w „Karty przeciwko ludzkości” czy „Uno”, wymiany animkowych i cospleyerowych doświadczeń, czy też plotkowania o różnych naszych przygodach.

Bardzo żałuję, że ominęła mnie nocna atrakcja konwentu czyli dyskoteka – niestety nie nocowałem na terenie konwentu – ale echa tej imprezy do mnie dotarły. Choćby i taneczna „bitwa” Uwo i Ciasteczkowego Ivana. Zdecydowanie chciałbym to zobaczyć, a też podziwiam tych wszystkich, którzy bawili się do czwartej rano, a już 3 godziny później znów szaleli na innych konwentowych atrakcjach.

Z konwentu wyjeżdżałem w niedzielę w okolicach godziny 13-stej. Zmęczony, ale szczęśliwy. Dosyć mocno widać już było, że teren imprezy pustoszeje, zostawiając organizatorom i helperom szkołę do posprzątania. Z jednej strony czułem jakiś niedosyt, że ten drugi dzień okazał się w praktyce taki krótki. Z drugiej, widziałem ten ogrom pracy, który został tam jeszcze do wykonania, żeby doprowadzić szkołę do porządku, po jakby nie było całkiem udanej imprezie.

Zapewne konwentowi zdarzyło się też kilka niedociągnięć, które przez to, że wciąż tak bardzo zachwycam się tym światem, umknęły mojej uwadze. Dla mnie najważniejsze było to, iż bawiłem się świetnie i mimo, że już po imprezie, wciąż czuję, że rozpiera mnie energia.

UsagiSan

Jeśli macie swoje spostrzeżenia na temat Tsuru Japan Festival, to podzielcie się nimi z Królikiem, zostawiając ślad w komentarzu. Ze swej strony, kończąc, pozdrawiam serdecznie Pana (i Panią) w budce z zapiekankami i mam nadzieję, że znalazła się jakaś dobra dusza jadąca w stronę Bydgoszczy, która zabrała jedną z organizatorek 😉

Życzymy miłego czytania i oglądania. 🙂
Radio Anime24
UsagiSan
Podziel się informacjami na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *