Anime „Koe no Katachi” to tytuł, na który trafiłem przypadkiem. Co prawda chwilę musiał poczekać na moją uwagę, postanowiłem go jednak obejrzeć. W końcu mówimy o zwycięzcy Tokyo Anime Award w kategorii za najlepszy film w 2017 roku. Czy jest to faktycznie dzieło przełomowe zasługujące na tą nagrodę? Zapraszam do recenzji.

Koe no Katachi - Film

Film miał premierę 17. września 2016 roku. Co ciekawe stworzony został przez studio Kyoto Animation, które ma w swoim dorobku Lucky Star, Haruhi Suzumiya i masę tytułów spod znaku K-On. Adaptacja mangi Yoshitiki Oimy szybko jednak okazała się hitem. Zacznijmy od fabuły. Jako że nie jest to serial, przed twórcami stanęło trudne zadanie zmieszczenia w dwugodzinnym anime fabuły mangi. Nic więc dziwnego, że do części fabularnej można mieć wiele zastrzeżeń. Miejscami po prostu przyśpieszona, gdzie indziej po macoszemu przedstawia relacje między bohaterami. Bywa, że po poznaniu postaci i kilku ładnych kadrach przedstawiających jak spędzają ze sobą czas… bum, już są najlepszymi przyjaciółmi. W zasadzie jestem przyzwyczajony do takich zabiegów w anime, stąd też nie raziło mnie to mocno, jednak jest to jedna z rzeczy, o której musiałem tutaj wspomnieć.

Trochę o fabule:

Główny bohater to Shoya Ishida, licealista, który ma za sobą dość przechlapane dzieciństwo. W szkole podstawowej znęcał się nad głuchoniemą dziewczynką o imieniu Shoko Nishimiya. Teraz pragnie odkupić swoje winy, zarówno we własnych oczach, jak i wspomnianej koleżanki. Choć fabuła wydaje się banalna, przeprowadza nas przez szereg niezwykłych doświadczeń. Bo widzicie, to nie jest opowieść o tolerancji, a raczej o akceptacji siebie, dorastaniu, pogodzeniu się z faktem, że w życiu nie zawsze jest łatwo. Anime to pokazuje nam również, jak nieraz niewiedza i ludzka głupota mogą wpłynąć na zachowanie młodego człowieka. Przemyślenia, które towarzyszą nam w trakcie oglądania, są naprawdę niesamowite. Tym bardziej boli fakt, że głuchoniema bohaterka, Nishimiya, sprawdza się tu tylko jako element fabuły, bo jako postać jest przedstawiona w dosyć płaski sposób. Tak samo jest z resztą wesołej grupki naszych bohaterów. Są to dobrze zarysowane postacie, jednak filmowi brakowało czasu na przekazanie głębszych relacji między nimi.

Grafika:

Co do strony wizualnej projektu: w postaciach czy tłach, które oglądamy, nie znalazłem nic rewolucyjnego. Oczywiście kreska przywodzi na myśl flagowy tytuł tego studia, czyli K-On, za którym nie przepadam, ale w przypadku „Koe no Katachi” mi to nie przeszkadzało. Animacja stoi na wysokim poziomie, jednak to pewien standard, jeśli mowa o filmach pełnometrażowych, które mają dość spore budżety.

Muzyka:

Muzyka Kensue Ushio, czyli człowieka odpowiedzialnego za Ping Pong the Animation i Space Dandy również jakoś się nie wybija. Nie przeszkadzała w odbiorze anime, ale też nie zapadała w pamięć.

Uwo

Czas na podsumowanie. Z mojej recenzji może wynikać, że mamy do czynienia z tytułem średnim, przeciętne anime rzadko jednak zdobywają znaczące nagrody. I tak też jest w tym przypadku. Trudno to wyjaśnić, gdy połączy się te wszystkie elementy w jeden dwugodzinny film, to zmienia się on w coś bardzo dobrego i przyjemnego - ciekawą opowieść o dorastaniu, pokonywaniu słabości, odkupieniu winy. Mogę z czystym sumieniem polecić ten tytuł każdemu, kto w jakiś sposób interesuje się japońską animacją. Warto obejrzeć to cudo a dla osób, które potrzebują liczbowego porównania, jest to mocne 8/10.

Życzymy miłego czytania i oglądania 🙂
Radio Anime24
Uwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *