Magni oczyma Królika.

Uwielbiam Magnificony! Niestety nie jestem w stanie podążać za Wami na wszystkie popularne konwenty, a szkoda, bo naprawdę lubię spotykać ludzi z pasją. Jednak na Magnificon, od ładnych paru lat, zawsze jakoś udaje mi się znaleźć czas. Po pierwsze, jest w moim mieście — Krakowie. Po drugie w idealnym dla mnie czasie, pod koniec roku szkolnego, gdy nie zacząłem jeszcze wakacyjnych wojaży. No i miejscówka. Hala Expo robi na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Po pierwsze scena z prawdziwego zdarzenia i szerokie przestronne korytarze naprawdę robią różnicę w porównaniu do konwentów organizowanych w szkołach. Nie można jednak nie wspomnieć, że niestety sleep dla konwentowiczów znajduje się w innym budynku…. dosyć daleko. Królik trochę pełnił rolę taksówkarza, nawet mimo tego, że gdzieś ponoć krążył mityczny bus.

A jednak o tegorocznym konwencie chyba więcej mam do powiedzenia złego niż dobrego. Niestety. Jedną z pierwszych rzeczy, która mnie uderzyła, było to, że przestrzeń konwentu jest jakby mniejsza. Zamknięta była jedna z dużych sal: Hala Dunaj. Stali bywalcy, czyli gry muzyczne i bijatyki przeniosły się do mniejszych sal. Miałem też wrażenie, że także wystawców na hali Wisła było jakby mniej niż w poprzednich latach. Nie wiem, czy ja zrobiłem się bardziej wybredny, czy też wybór był mniejszy, ale szczęśliwie na samym bazarku nie wydałem zbyt wiele. Znalazło się tam za to miejsce na składanie origami czy dla gier konsolowych. Niestety miałem wrażenie, że na hali Expo było też po prostu sporo mniej osób. Szczególnie żal mi się zrobiło zespołu X Made Alcoholic Santaclaus. Myślę, że nie spodziewali się, że będą występować przed zaledwie kilkunastoma osobami. Jednak muszę przyznać, że naprawdę starali się dać z siebie wszystko — z pełnym profesjonalizmem. Nie na wiele to się jednak zdało, bo nagłośnienie nie sprostało moim wymaganiom.

Pierwszy raz zawitałem natomiast na sleepa, który mieścił się w budynkach politechniki przy alejach Jana Pawła II. No i zobaczyłem, gdzie Ci wszyscy ludzie się pochowali 🙂
Królik nie był długo na konwencie, ale bawił się cudnie. Tradycyjnie pochwalić muszę kącik gastronomiczny Magnificonu. W sumie różnorodność duża, czas oczekiwania na jedzonko niemal zerowy, tradycyjne Bubble Tea i chyba wszystko, czego było mi trzeba. Oczywiście, jak zawsze, byłem zachwycony cudownie poprzebieranymi ludźmi, ale to już standard na wszystkich konwentach :) Na szczęście. Jak zawsze cudownie było spotkać starych znajomych i poznać kilku nowych. Pożałować helperki z zawiniętymi, zepsutymi łapkami, przybić piątkę z Hatsune Miku czy spotkać całkiem liczną na tym konwencie ekipę radioanime24. No i doczekałem się Vixy rozkręcanej przez Ivana i choć Królik belgijki tańczyć nie umie (ogólnie tańczyć nie umiem) to bawiłem się super i w zasadzie wychodziłem z hali w sobotę jako jeden z ostatnich.

Magnificon oczami Uwo

Trudno Mi jest pisać o Magnificonie 2018, może dlatego, że mam do tych imprez wielki sentyment. W końcu to pierwszy konwent, na jakim byłem. Teraz po paru latach dalej odwiedzam to szczególne miejsce, dlatego przykro mi, że muszę pisać tę relację. Chociaż relacja to za duże słowo, bardziej pasuje to określenie przemyślenia.

Niedługo minie 10 lat od tego, jak jeżdżę na konwenty. Niestety, ale od paru lat Magni nie zmienia się. Pomimo bycia jednym z największych wydarzeń o tematyce mangi i anime w Polsce, nie rozwija się. Zacznijmy od miejsca, Targi EXPO Kraków to wspaniałe miejsce na tego typu przedsięwzięcia, zaplecze multimedialne, sale prelekcyjne, wszystko prezentuje się nowocześnie i każda, nawet najlepsza szkoła się przy tym chowa. Ogromna ilość ludzi o różnym przedziale wiekowym, od rodziców z dziećmi, aż po takich staruchów jak ja. Ogromna ilość stoisk i dość obszerna gastronomia EXPO to też jest spory plus, jednak wydawało mi się, że w tamtym roku wystawców było więcej.

Moim zdaniem Magni brakuje pasji i chęci. Pięć sal prelekcyjnych to zdecydowanie za mało jak na tak duży konwent. Większość atrakcji to zapychacze programu, dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Brakowało czegoś, gdzie będzie można się wyluzować i miło spędzić czas, albo po prostu pogadać. Nie jest to tylko moja opinia, pytałem ludzi o zdanie i wspólnie stwierdzili, że jest nudno. Jest mi przykro, że muszę to pisać, ten konwent to wydmuszka, cień tego, czym była. Nie planowałem wybierać się w tym roku, jednak ktoś z redakcji jechać musiał. W przyszłym roku podziękuje. Nie chcę nawet umieszczać oceny, bo zwyczajnie jest mi przykro.

Magnificon Wiedźmimi oczami

Wiedźma była krótko, ale i tak Wam opisze, cóż za przygody przeżyła. Warto jednak nadmienić, iż Magni 2012 był pierwszym konwentem Wiedźmy, a wyjątkowy jest dla Wiedźmy nie tylko z tego powodu. Dlatego poczucie rozczarowania podzielcie sobie na pół.

Przygoda zaczęła się w sobotni poranek. Po zwyczajowym zamieszaniu przy akredytacji rzut oka na korytarzowe pustki, była bowiem wtedy godzina wczesno poranna. Potem nadszedł czas na zwyczajową rundkę po salach i hali wystawców.
Wiedźma serdecznie pozdrawia uzdolnionego twórcę, spod ręki którego wyszedł zdobycznie wyniesiony stamtąd Zoro na szkle. (namiary na funpage: https://www.facebook.com/KATTA-506154193084049/?fref=mentions)
Fajnie jest czasem patrzeć, jak społeczność budzi się do życia po nocy, choć z moich obserwacji, wszyscy byli jeszcze straszliwie zaspani. Po około godzinie wtykania długiego wiedźmiego nosa tam, gdzie być nie powinien, Wiedźma wróciła do innych spraw, które wołały naprawdę głośno. Trzeba było wrócić, nim użyłyby innych środków perswazji. Niestety, do tego czasu, konwent nie rozbujał się nawet odrobinę.
Wiedźma zupełnie nie kojarzy, jak konwent wyglądał w środku dnia. Powrót na konwentową macierz trwał aż do godziny 18:00. A i to tylko dzięki uprzejmości Królika. Potwierdzam, że tego dnia bawił się w taksówkarza. Całą wesołą ekipą zahaczyliśmy jeszcze o konwentowy sleep, by zabrać kilku, podobnych Wiedźmie, maruderów.

Konwentowe wieczory kojarzą mi się z najbardziej ożywionym okresem całego wydarzenia, mimo to zastałam atmosferę senną i znudzoną. Kilka sal, wypchanych po brzegi zamknęło się na nowych zainteresowanych. Wiedźma podejrzewa, że co poniektórzy zrobili sztuczny tłum, przycinając komara na sali. Inne sale z kolei padły ofiarą odwołanych atrakcji, czy co gorsza, przejęcia panelu :P Ciekawe kto tam śpiewał razem z Wiedźmą Hime Hime!

Trudno było nie odnieść wrażenia, że ludzie dobrze się bawili, bo mieli towarzystwo. Ktoś powinien chodzić po korytarzach i wypożyczać chętnym planszówki.
Atrakcje z grami wszelakimi oraz stoiska z pożywieniem, choć zwykły przeżywać istne oblężenie, nie były otoczone wianuszkiem konwentowiczów wygłodniałych i zmęczonych, tylko raczej konwentowiczów niemrawych. Wiedźma również snuła się od drzwi do drzwi.

W tej opowieści zawrzeć trzeba jeszcze koncert zespołu X Made Alcoholic Santaclaus. Panowie mieli nieszczęście wpasować się akurat w czasie po cosplayu, (którego to wiedźma nie zaszczyciła wzrokiem), co oczywiście wiązało się z poślizgiem godzinnym. Wielkie brawa dla zespołu, gdyż od samego początku dzielnie starali się natchnąć nieliczną publiczność klimatem.
Potem krótki epizod związany z bijatykami na konsoli i wyprawą do poza konwentowej jadłodajni (królik ponownie w roli taksówkarza).
Ponowna wizyta w sleepie, tym razem związana z zapuszczeniem się do środka budynku. Nie wiem, czy konwentowiczom było wygodnie na hali sportowej, ale na pewno wyglądało to, jak schron pełen uciekinierów.

Ostatnim elementem, przed powrotem do domu, była Vixy zorganizowana przez Iwana i Garetta. Chętnych było niewielu, ale za to wszyscy pełni entuzjazmu. Jak na mój gust, muzyczny repertuar lekko minął się z oczekiwaniami tłumu, jednak nie przeszkodziło to w świetnej zabawie. Niech jako rekomendację posłuży Wam ten tłum głosów, krzyczący czemu tak krótko?

Wiedźma się przyzna szczerze przed Wami, że zwykle ma mało energii, by biegać po atrakcjach, a noce woli spędzać we własnym łóżku. Dużo siły woli Wiedźmę kosztowało nie tylko przyjazd na konwent, ale i aktywne w nim uczestnictwo, w szczególności, że pochłonął wiedźmę wir obowiązków związanych z organizacją innej dużej imprezy, której termin przypadał w kolejny weekend. Mimo to Wiedźma stawiła się, zwarta i pełna energii do całonocnej zabawy. Jednak nocnych atrakcji brak a poranny pociąg ograniczył dostęp do atrakcji niedzielnych. Pozostały zawieszone w powietrzu pytania: gdzie się podziały te wszystkie panele? Przegapiłam? Czy może to wszystko wina deszczu i jesiennej aury?

Wiedźma i tak pojawi się na następnym Manificonie, ale weźmie ze sobą planszówki i przyjaciół :P

Usagisan

Uwo

Wiedźma Nox

Podziel się informacjami na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *