Krótki rzut oka na "Children of the Whales"

Muszę szczerze przyznać, że zrobiłem sobie kilka miesięcy przerwy od oglądania anime. Trafiło mi się gdzieś kilka takich tytułów, które mi polecano jako dobre, a zupełnie nie trafiły w moje gusta. Inna sprawa, że gusta chyba mam dosyć specyficzne. A potem sięgnąłem po „Children of the Whales” …i mnie zaskoczyły, zaskoczyły jak najbardziej na plus. Choć nie jestem pewien czy mogę ufać swojej opinii, ale o tym za chwilę.

Na początek parę formalnych informacji.

Anime składa się z 12 odcinków i ujrzało światło dzienne w końcówce ubiegłego roku. Zawdzięczamy ją wydawcy J.C. Staff. Fabułę zaczerpnięto z Magni stworzonej przez Abi Umeda.

Może zacznę od tego, że lubię krótkie serie. Tak naprawdę trudno mi się angażować emocjonalnie w przygodę która ma więcej niż kilkanaście odcinków. Chyba po prostu taki brak cierpliwości

Dzieci wielorybów zacząłem oglądać trochę bez przekonania. Nie zachwyciły mnie pastele, dosyć nudnego wydaje się z założenia świata – oceanu piasku. Trudno było mi się zakochać w dosyć prosto narysowanych twarzach i ogólnie odebrałem kreskę jako… jakąś taką bez wyrazu*

 

Także jeśli chodzi o muzykę stworzoną przez Hiroaki Tsutsumi to, jakby to powiedzieć, mnie nie przeszkadzała. Była na tyle dobrze wpleciona w anime, że nie zwróciła mojej uwagi. Utworki były miłe dla ucha i uzupełniały klimat, choć brakło mi w nich czegokolwiek, co wyróżniałoby je spośród wielu innych. Odebrałem ją jako naprawdę dobrą – choć wciąż rzemieślniczą – robotę.

Wcale nie oznacza to, że zabrakło w tym tytule momentów, które mogą zachwycić zarówno oprawą graficzną jak i muzyczną. Jednak jeśli chodzi o całość – czegoś jednak mi brakło. Myślicie, że jestem zbyt wymagający?

Children of the Whales 2

Za to zainteresował mnie świat wykreowany w tej historii. Nie brakuje w nim tajemnic, także i dosyć mrocznych. Nie brakuje problemów. Ale też nie brakuje piękna prostoty życia, czegoś za czym chyba ja osobiście tęsknię.

Historia? Świat dzieci – no dobra, młodych ludzi, rządzony przez starców. W totalnej izolacji. Ze swoimi problemami i czarnymi owcami. Jest tam kilka wątków, które zaskakują biorąc pod uwagę japońską – wyrosłą na ideach Kofucjusza – kulturę. Wydaje mi się, że świadomość, że japończycy mają wpajany szacunek do starszych i autorytetów wydobywa z tego tytułu głębię. Nie bez znaczenia jest też dla mnie wątek braku emocji… może ktoś powie, że to płytka analiza, ale dla mnie to kolejny punkt nad którym warto się pochylić. Moim zdaniem autor wtyka szpilki w wiele popularnych (stereotypowych ?) zachowań Japończyków.

Na pewno nie jest to tytuł dla każdego. Na pewno nie zaliczyłbym tego anime do tych rozrywkowych. Ale uważam za godne uwagi, jeśli ktoś lubi czasem zadumać się nad “kreskówką”. Uważam, że wiele problemów bohaterów tego jakże niezwykłego świata, jest odbiciem rzeczywistych problemów współczesnej Japoni. Ja obejrzałem je z przyjemnością, nie mogąc doczekać się wolnej chwili, na kolejny odcinek.

Ale potem przeczytałem recenzję:

* https://lofzodyssey.blogspot.com/2018/01/anime-hajime-review-children-of-whales.html 

I dowiedziałm się, że odebrali ten tytuł dokładnie odwrotnie. Chwalą tam kreskę. Zachwycają się dopieczeniem animacji, narzekają zaś na fabułę – jako niezrozumiałą, zagmatwaną… choć płytką i z nie do końca śmiesznym poczuciem humoru. No cóż. Chyba każdy może mieć swoje zdanie, stąd jeśli oglądaliście (obejrzycie) podzielcie się ze mną swoją opinią. 

Ocena na MAL 7.34. Królik zgadza się z oceną.

Podziel się informacjami na:

One thought on “Krótki rzut oka na „Children of the Whales””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *